Liturgia Słowa:
Kpł 13, 1-2. 45-46; Ps 32,1-2.5 i 11;1 Kor 10,31-11,1;
Mk
1,40-45
Pewnego dnia przyszedł do
Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: „Jeśli chcesz, możesz mnie
oczyścić”. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę,
bądź oczyszczony”. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony.
Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił ze
słowami: „Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za
swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”.
Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i
rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta,
lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.
Komentarz
Opowiadając o swojej posłudze
wobec ubogich i trędowatych, św. Matka Teresa mówiła, że najgorszą rzeczą dla
ludzi, których spotykała codziennie na ulicach Kalkuty, była świadomość, że są
niepotrzebni. Nikomu nie zależało na ich zdrowiu, nikt na nich nie czekał.
Dlatego razem ze swoimi siostrami starała się nie tylko tych ludzi nakarmić,
ale również dać im poczucie, że nie są sami. Zauważmy, że Jezus mógł uzdrowić
trędowatego swoim słowem, zachowując bezpieczny dystans. Tak nakazywało Prawo.
On jednak zbliżył się, wyciągnął rękę i dotknął go. Bóg przychodzi bardzo blisko,
kiedy jesteśmy samotni, cierpiący i odrzuceni, dotykając swoją miłością naszych
serc.